Myślisz, że perła powstaje z ziarnka piasku? To nie do końca prawda

Ziarnko piasku przypadkiem dostaje się do wnętrza muszli. Ostryga próbuje się przed nim bronić, otacza je kolejnymi warstwami masy perłowej i po kilku latach powstaje idealna, lśniąca perła. Tę historię słyszał chyba każdy. Problem w tym, że natura niekoniecznie robi to właśnie w ten sposób. Prawdziwa historia pereł jest znacznie ciekawsza.

Diament trzeba wydobyć, oszlifować i wypolerować, zanim zacznie wyglądać jak klejnot. Perła jest inna. Powstaje wewnątrz żywego organizmu i może zachwycać swoim blaskiem właściwie od chwili wydobycia z muszli.

Być może właśnie dlatego od tysięcy lat otacza ją pewien rodzaj magii. Perły zdobiły władców, stały się symbolem luksusu, a niektóre egzemplarze mają własne historie pełne królów, romansów i ogromnych pieniędzy. Zanim jednak perła trafi na szyję, musi wydarzyć się coś znacznie mniej romantycznego.

Jak naprawdę powstaje perła?

Perły mogą tworzyć się w tkankach niektórych mięczaków. Proces zaczyna się wtedy, gdy pojawia się w nich ciało obce lub inny czynnik drażniący.

Organizm próbuje się przed nim zabezpieczyć i zaczyna otaczać go kolejnymi warstwami materiału, z którego budowana jest również wewnętrzna część muszli. W przypadku pereł perłowych jest to masa perłowa, nazywana też nacre.

To właśnie jej kolejne, niezwykle cienkie warstwy odpowiadają za charakterystyczny połysk perły. Gemological Institute of America wyjaśnia, że naturalne perły powstają bez ingerencji człowieka wokół mikroskopijnego czynnika drażniącego znajdującego się w tkance mięczaka. I tu dochodzimy do historii o słynnym ziarenku piasku.

A więc perła wcale nie musi zaczynać się od ziarnka piasku

To jeden z tych obrazów, które tak mocno zadomowiły się w naszej kulturze, że niemal traktujemy je jak fakt. Tymczasem ziarnko piasku jest tylko jednym z możliwych ciał obcych. W naturalnych warunkach proces może rozpocząć się m.in. w związku z drobnym organizmem, pasożytem czy innym mikroskopijnym materiałem, który znajdzie się w tkankach mięczaka.

Smithsonian Institution opisuje powstawanie perły jako mechanizm ochronny. Jeśli niepożądany materiał dostanie się do miękkiej tkanki i mięczak nie może się go pozbyć, zaczyna pokrywać go materiałem tworzącym muszlę. Warstwa po warstwie. To właśnie z tego procesu może powstać coś, co później znajdzie się w szkatułce z biżuterią.

Naturalna perła jest dziś prawdziwą rzadkością

Jest jednak pewien problem. W naturze cały proces zachodzi przypadkowo, dlatego znalezienie naturalnej perły o wysokiej jakości jest niezwykle rzadkie.

Większość prawdziwych pereł dostępnych dziś w sklepach to zatem perły hodowlane. Co nie oznacza to, że są sztuczne. Różnica polega na sposobie rozpoczęcia całego procesu.

W hodowli człowiek celowo umieszcza w mięczaku odpowiedni materiał. W zależności od rodzaju perły może być to niewielka kulka wraz z fragmentem tkanki płaszcza innego mięczaka albo sama tkanka. Następnie to już żywy organizm wykonuje całą pracę, tworząc wokół wszczepionego materiału kolejne warstwy.

Dlatego perła hodowlana nadal jest prawdziwą perłą. Nie należy mylić jej z imitacjami wykonywanymi np. ze szkła czy innych materiałów.

Dlaczego nie wszystkie perły są okrągłe?

Idealnie okrągła, mlecznobiała perła to zaledwie jedna z możliwości. Perły występują w wielu kształtach. Mogą być okrągłe, owalne, przypominać kroplę albo przyjmować fantazyjne, nieregularne formy nazywane barokowymi. Gemological Institute of America (GIA) wyróżnia osiem podstawowych kategorii kształtów pereł i zaznacza, że idealnie kuliste egzemplarze należą do najbardziej cenionych.

Także kolor nie ogranicza się do bieli. Istnieją perły kremowe, srebrne, szare, złote, różowawe, zielonkawe, a nawet niemal czarne. Słynne perły tahitańskie mogą mieć odcienie szarości, brązu czy czerni z refleksami zielonymi, niebieskimi, fioletowymi albo różowymi.

Na ostateczny wygląd wpływają m.in. gatunek mięczaka i właściwości tworzonej przez niego masy perłowej. Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że jedna perła może mieć historię dłuższą niż niejedna dynastia.

La Peregrina. Perła, która trafiła od królów do Elizabeth Taylor

Jedną z najsłynniejszych pereł w historii jest La Peregrina, czyli „Wędrowniczka”. Nazwa okazała się niezwykle trafna. Ta wyjątkowa perła w kształcie kropli została odkryta w XVI wieku w rejonie Zatoki Panamskiej. Trafiła do króla Hiszpanii Filipa II, a następnie przez pokolenia należała do hiszpańskiej rodziny królewskiej.

Później rzeczywiście zaczęła „wędrować”. Przechodziła z rąk do rąk, należała m.in. do rodziny Bonaparte, aż kilka stuleci później pojawiła się w zupełnie innym świecie – hollywoodzkich gwiazd.

W 1969 roku Richard Burton kupił La Peregrinę dla Elizabeth Taylor jako prezent walentynkowy. Według magazynu „People” zapłacił za nią 37 tys. dolarów.

Taylor, której kolekcja biżuterii przeszła do historii, zleciła później Cartierowi stworzenie dla perły wyjątkowej oprawy. La Peregrina stała się centralnym elementem spektakularnego naszyjnika z pereł, rubinów i diamentów. Ale zanim to się stało, omal nie została… zjedzona przez psa.

Elizabeth Taylor znalazła bezcenną perłę w pysku swojego psa

Aktorka opisywała historię, która dziś brzmi niemal niewiarygodnie. Niedługo po otrzymaniu prezentu zorientowała się, że La Peregrina zniknęła. Zaczęła szukać jej w apartamencie, aż zauważyła, że jeden z jej psów coś przeżuwa.

W jego pysku znajdowała się właśnie kilkusetletnia perła. Skończyło się szczęśliwie, a La Peregrina pozostała w kolekcji Taylor aż do jej śmierci w 2011 roku.

Później naszyjnik został wystawiony na aukcję Christie’s. Sprzedano go za 11,8 mln dolarów, wielokrotnie przebijając wcześniejsze szacunki. Dziś znajduje się w prywatnej kolekcji.

Trudno o lepszy przykład tego, dlaczego perły od stuleci fascynują ludzi. W jednej niewielkiej kropli zamknięte są natura, historia, luksus i przypadek.

Najpierw problem, później perła

Wokół pereł przez lata narosła jeszcze jedna opowieść: że są dowodem na to, iż z cierpienia może powstać coś pięknego. Biologicznie to oczywiście zbyt romantyczna interpretacja. Mięczak nie „przemienia bólu w piękno”. Reaguje na obecność czegoś obcego w swoich tkankach.

Trudno jednak dziwić się, że ludzie zobaczyli w tym metaforę. Coś niepożądanego pojawia się wewnątrz żywego organizmu. Ten zaczyna otaczać je warstwa po warstwie. Z czasem powstaje przedmiot, który od tysięcy lat uznajemy za jeden z najpiękniejszych klejnotów świata.

Źródła: Gemological Institute of America (GIA), „Pearl Description” i „Pearl”; Smithsonian National Museum of Natural History, „The True Story Behind How Pearls Are Made”; „People”, materiały dotyczące kolekcji biżuterii Elizabeth Taylor i La Peregriny; Christie’s – historia kolekcji Elizabeth Taylor.

Zobacz także:


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany