Książę z bajki? Niekoniecznie. Najnowszy trend randkowy, który zdobył popularność w mediach społecznościowych, sugeruje, że coraz więcej osób jest gotowych zrezygnować z długiej listy wymagań dotyczących wyglądu potencjalnego partnera.
Zamiast niego wybierają… Shreka
I nie chodzi oczywiście o poszukiwanie zielonego ogra mieszkającego na bagnach. „Shrekking” to określenie na randkowanie z osobą, która nie odpowiada naszemu dotychczasowemu „typowi” pod względem fizycznym. Za tą zabawną nazwą kryje się jednak znacznie ciekawsze pytanie – czy po latach pogoni za chemią i idealnym pierwszym wrażeniem zaczynamy wreszcie szukać w partnerach czegoś zupełnie innego?
Książę z bajki już nie wystarcza
O trendzie napisał niedawno amerykański „Vogue”. Magazyn zwraca uwagę, że popularność „shrekkingu” można odczytywać jako część większej zmiany zachodzącej we współczesnym randkowaniu.
Pokolenie wychowane na aplikacjach randkowych, situationships i relacjach, w których przez kilka miesięcy nie wiadomo właściwie, „co nas łączy”, zaczyna być zmęczone emocjonalną niepewnością.
W takim świecie atrakcyjność zaczyna znaczyć coś więcej niż wygląd. Ktoś jasno mówiący o swoich zamiarach może okazać się bardziej pociągający niż tajemniczy partner, który raz zasypuje nas wiadomościami, a później znika na trzy dni. Stabilność zaczyna wygrywać z nieprzewidywalnością. Emocjonalna dostępność – z grą w niedostępność.
To dlatego Shrek okazuje się całkiem interesującym symbolem. Nie przypomina księcia z bajki, ale jest lojalny, potrafi kochać i ostatecznie nie udaje kogoś, kim nie jest.
Carrie miała Mr. Biga, ale Charlotte wybrała Harry’ego
„Vogue” przywołuje przy okazji przykład, który doskonale zrozumieją fanki „Seksu w wielkim mieście”. Charlotte York przez lata miała bardzo precyzyjną wizję mężczyzny, którego powinna poślubić. Przystojny, elegancki, z odpowiednią pozycją i manierami. Jej wyobrażenie o miłości było niemal równie starannie zaplanowane jak ślub.
A potem poznała Harry’ego Goldenblatta. Początkowo zupełnie nie uważała go za atrakcyjnego. Nie pasował do obrazu mężczyzny, którego widziała u swojego boku. Z czasem okazało się jednak, że daje jej coś znacznie ważniejszego – poczucie bezpieczeństwa, oddanie i akceptację.
Tyle że właśnie tutaj przebiega bardzo ważna granica. Charlotte nie wybrała Harry’ego dlatego, że uznała: „nie jest przystojny, więc przynajmniej będzie mnie dobrze traktował”. Naprawdę się w nim zakochała.
To piękne, jednak sam „shrekking” ma również znacznie mniej romantyczną wersję.
„Dam mu szansę, przynajmniej będzie mnie dobrze traktował”
W mediach społecznościowych termin zaczął być używany również do opisywania sytuacji, w której ktoś świadomie umawia się z osobą, którą uważa za mniej atrakcyjną od siebie, zakładając, że dzięki temu będzie miał w związku bezpieczniejszą pozycję.
Rozumowanie jest proste – skoro nie jest typem mężczyzny, za którym oglądają się wszystkie kobiety, powinien bardziej doceniać tę, która go wybrała.
I właśnie tutaj niewinna idea zaczyna robić się problematyczna. Wygląd nie jest przecież żadną gwarancją charakteru. Osoba, która nie wpisuje się w obowiązujące kanony urody, może zdradzać, ghostować, manipulować i łamać serca dokładnie tak samo jak ktoś wyglądający jak model z reklamy perfum.
Co więcej, samo założenie, że robimy komuś „przysługę”, umawiając się z nim mimo jego wyglądu, stawia relację na nierównych pozycjach jeszcze zanim zdąży się rozpocząć. Dlatego część ekspertów i komentatorów krytykuje „shrekking” jako trend, który pod pozorem dojrzałości nadal opiera się na bardzo powierzchownym ocenianiu ludzi.
Może więc wcale nie chodzi o Shreka?
To jest chyba najciekawsze w całej dyskusji. Odrzucenie listy wymagań dotyczących wzrostu, sylwetki, fryzury czy sposobu ubierania się może rzeczywiście otworzyć nas na ludzi, których wcześniej nawet nie brałybyśmy pod uwagę.
Pociąg fizyczny nie zawsze pojawia się przecież w pierwszych pięciu sekundach znajomości. Czasem rośnie wraz z bliskością. Ktoś staje się dla nas atrakcyjniejszy, kiedy poznajemy jego poczucie humoru, sposób, w jaki traktuje innych, pewność siebie czy to, jak czujemy się w jego obecności.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy z jednego stereotypu przechodzimy w drugi. Najpierw wierzyłyśmy, że szczęście zapewni nam książę z bajki. Teraz miałybyśmy uwierzyć, że zapewni je „Shrek”.
Tymczasem być może prawdziwa zmiana w randkowaniu polega na czymś znacznie prostszym. Na tym, że przestajemy wybierać partnera jak produkt z katalogu.
Nie musi mieć określonego wzrostu, koloru włosów czy zawodu. Ale powinien być kimś, przy kim czujemy bezpieczeństwo, zainteresowanie i wzajemny szacunek. Dojrzałość wcale nie polega na przekonaniu siebie, że wygląd przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Polega raczej na zrozumieniu, że nie musi być najważniejszy.
Źródło: Vogue, „What’s the Deal With ‘Shrekking’?”, 23 czerwca 2026.
Zobacz także:
- Matka kąpała ją do 16. roku życia. Dopiero jako dorosła zrozumiała, że to nie było normalne
- Mam wrażenie, że nic dobrego już mnie nie spotka. Kobiety coraz częściej mówią o zmęczeniu spełnionym życiem
- Traumy, które pozostawili nam w spadku rodzice. Ile łatwiej byłoby bez nich żyć





