Grażyna Torbicka poleca filmy, które każdy powinien zobaczyć. Tych 7 tytułów warto zapisać

Gdy o filmach opowiada Grażyna Torbicka, warto słuchać. Dziennikarka i dyrektorka artystyczna festiwalu Dwa Brzegi zdradziła, które produkcje jej zdaniem każdy powinien zobaczyć. Na liście są zarówno klasyki sprzed kilkudziesięciu lat, jak i znacznie nowsze kino.

Są takie filmowe listy, które powstają na podstawie ocen, rankingów i popularności. Ta jest trochę inna. Grażyna Torbicka została poproszona przez Tomasza-Marcina Wronę o wskazanie filmów, które – jej zdaniem – po prostu trzeba zobaczyć.

Wybór nie jest przypadkowy. Torbicka od lat związana jest z kinem, a od początku istnienia Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi współtworzy jego program jako dyrektorka artystyczna. Nic dziwnego, że zamiast najbardziej oczywistych hollywoodzkich tytułów na jej liście znalazły się filmy, po które być może sami nigdy byśmy nie sięgnęli. Jeśli więc zastanawiasz się, co obejrzeć w któryś z jesiennych wieczorów, warto zapisać te tytuły.

„Pięć łatwych utworów”, reż. Bob Rafelson

Pierwszym wyborem Torbickiej są „Pięć łatwych utworów” z 1970 roku – jeden z najważniejszych filmów amerykańskiego Nowego Hollywood. W głównej roli wystąpił Jack Nicholson jako Robert Dupea, mężczyzna pochodzący z zamożnej, muzykalnej rodziny, który odrzuca życie, jakie zostało dla niego przewidziane, i próbuje znaleźć własną drogę.

Rafelson należał do twórców budujących pod koniec lat 60. i na początku 70. nowe amerykańskie kino – bardziej niezależne, krytyczne wobec społeczeństwa i skupione na zagubionych bohaterach poszukujących własnego miejsca. „Pięć łatwych utworów” do dziś pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych filmów tego nurtu.

„Moja podróż do Włoch”, reż. Martin Scorsese

To zupełnie inna propozycja. „Moja podróż do Włoch” nie jest klasyczną fabułą, ale bardzo osobistą, ponad czterogodzinną podróżą Martina Scorsesego przez historię włoskiego kina.

Reżyser opowiada o filmach, które go ukształtowały, i twórcach, bez których jego własne kino prawdopodobnie wyglądałoby inaczej. Szczególnie dużo miejsca poświęca Roberto Rosselliniemu i włoskiemu neorealizmowi, ale pojawiają się także Vittorio De Sica, Luchino Visconti, Federico Fellini czy Michelangelo Antonioni. Dla kogoś, kto kocha kino, to właściwie długa, niezwykle osobista lekcja jego historii.

„Złodziejaszki”, reż. Hirokazu Koreeda

Jeśli z całej listy mielibyśmy wskazać film szczególnie poruszający, „Złodziejaszki” z pewnością znalazłyby się bardzo wysoko. Japoński reżyser Hirokazu Koreeda opowiada o rodzinie żyjącej na marginesie społeczeństwa, utrzymującej się z dorywczych zajęć i drobnych kradzieży. Pewnego dnia jej członkowie przyjmują pod swój dach małą, zaniedbaną dziewczynkę.

To film o rodzinie, ale niekoniecznie tej połączonej więzami krwi. O bliskości, wyborach i pytaniu, co właściwie sprawia, że możemy nazwać kogoś swoim najbliższym. Produkcja zdobyła w 2018 roku Złotą Palmę w Cannes.

„Prorok”, reż. Jacques Audiard

Torbicka poleca również „Proroka” Jacques’a Audiarda z 2009 roku. Jego bohaterem jest młody Malik, który trafia do francuskiego więzienia i stopniowo uczy się zasad brutalnego świata funkcjonującego za jego murami.

To mocne, surowe kino i jednocześnie historia przemiany człowieka, który początkowo wydaje się całkowicie bezbronny wobec otoczenia. Film przyniósł Audiardowi międzynarodowe uznanie i był nominowany do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

„Emilia Pérez”, reż. Jacques Audiard

Przy okazji „Proroka” Torbicka dorzuciła jeszcze jeden film tego samego reżysera – „Emilię Pérez”. Nazwała ją produkcją niedocenioną „z różnych powodów”.

To zdecydowanie najbardziej współczesny i jeden z najbardziej nietypowych tytułów na tej liście. Audiard połączył thriller, musical i melodramat w historii prawniczki Rity, która otrzymuje niezwykłe zlecenie od przywódcy kartelu. Film znalazł się w konkursie głównym festiwalu w Cannes w 2024 roku, gdzie otrzymał Nagrodę Jury, a obsada kobieca została uhonorowana nagrodą aktorską.

„Pociąg”, reż. Jerzy Kawalerowicz

Na liście Grażyny Torbickiej nie mogło zabraknąć również polskiego kina. Dziennikarka wskazała „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza z 1959 roku.

Punktem wyjścia jest przypadkowe spotkanie Marty i Jerzego, którzy podczas nocnej podróży nad morze trafiają do jednego przedziału wagonu sypialnego. Z pozoru prosta sytuacja staje się pretekstem do opowieści o samotności, niespełnieniu i potrzebie bliskości.

W filmie zagrali m.in. Lucyna Winnicka, Leon Niemczyk i Zbigniew Cybulski. Co ciekawe, wiele lat później Martin Scorsese umieścił „Pociąg” w swoim przeglądzie arcydzieł polskiego kina.

„Tylko strach”, reż. Barbara Sass

Listę zamyka „Tylko strach” Barbary Sass z 1993 roku. To jeden z tych polskich filmów, które dziś mogą być dla wielu widzów odkryciem. W głównej roli zobaczymy Annę Dymną jako Katarzynę – dziennikarkę telewizyjną zmagającą się z uzależnieniem od alkoholu.

Sass pokazuje jej historię bez upiększania. To opowieść o samotności, nałogu, próbie odzyskania kontroli nad własnym życiem, ale też o kobiecie funkcjonującej w świecie, w którym z zewnątrz można sprawiać wrażenie osoby silnej i odnoszącej sukcesy, a jednocześnie całkowicie rozsypywać się wewnętrznie.

I być może właśnie ten wybór najlepiej pokazuje, że lista Grażyny Torbickiej nie miała być zestawieniem najbardziej oczywistych filmowych klasyków. Są na niej również tytuły, do których warto wrócić albo odkryć je po raz pierwszy.

Źródło: Instagram/tvn24.pl – rozmowa Tomasza-Marcina Wrony z Grażyną Torbicką; Akademia Polskiego Filmu; Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny; Festival de Cannes.

Foto: Jack Nicholson w „Pięciu łatwych utworach”. Fot. Columbia Pictures / Wikimedia Commons


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany