Dolly Parton nigdy nie chciała być ikoną mody. Mówią, że właśnie dlatego nią została

Platynowe włosy spiętrzone wysoko nad głową, czerwone paznokcie, niebotyczne obcasy i idealnie dopasowane kombinezony. Dolly Parton przez ponad sześć dekad wyglądała tak, jak chciała, a nie tak, jak podpowiadała jej moda. Gdy świat zachwycał się minimalizmem, ona dodawała kolejną warstwę cekinów. Gdy mówiono jej, że wygląda zbyt krzykliwie, odpowiadała jeszcze większą fryzurą. Sama żartowała, że nie jest ikoną mody, lecz „obrazą dla oczu”.

W modzie sześćdziesiąt lat to niemal wieczność. W tym czasie spodnie rozszerzały się i zwężały wielokrotnie, eksponowane ramiona pojawiały się i znikały. Były momenty, kiedy obcasy ustępowały sneakersom, a ekstrawagancja kolejny raz przegrywała z minimalizmem. Dolly Parton obserwowała te wszystkie zmiany z bezpiecznej odległości.

– Nigdy nie uważałam się za osobę modną – mówiła w rozmowie z „Vogue” w 2020 roku, przeglądając swoje najbardziej charakterystyczne stylizacje.

Zwykle bardzo krytycznie wypowiadała się na temat własnego stylu. Pytanie, czy naprawdę tak uważała, czy tylko się krygowała. – Zawsze się śmieję, kiedy ktoś nazywa mnie ikoną mody. Jestem raczej obrazą dla oczu! – żartowała kiedyś. Nie ma jednak wątpliwości, że za całą tą autoironią kryła się jedna z najbardziej konsekwentnie budowanych i ikonicznych postaci w historii show-biznesu.

Chciała wyglądać jak kobieta, którą wszyscy nazywali „tandetną”

Dolly dorastała w biednej, wielodzietnej rodzinie w Tennessee. Jako młoda dziewczyna nie miała dostępu do ubrań, kosmetyków czy fryzjera. Sama wspominała, że potrafiła używać spalonej zapałki zamiast eyelinera, a rozgniecionego wiciokrzewu zamiast perfum.

Jej pierwszą ikoną stylu była kobieta z rodzinnego miasteczka, o której inni mieszkańcy mówili pogardliwie „town tramp”. Dolly widziała ją zupełnie inaczej.

Kobieta miała utlenione blond włosy ułożone wysoko na głowie, czerwone usta i paznokcie, obcisłą spódnicę oraz szpilki. Parton wspominała po latach, że wydawała jej się najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziała.

Kiedy dorośli mówili dziewczynce, że jej idolka wygląda jak „trash”, Dolly miała odpowiadać mniej więcej coś w stylu: w takim razie właśnie taka będę, kiedy dorosnę. I rzeczywiście dotrzymała słowa.

„Nikt nie będzie traktował cię poważnie”

Kiedy zaczynała karierę w Nashville, jej wygląd nie był brany za atut. Wręcz przeciwnie. Jak opisywał „The Washington Post”, Parton słyszała, że przesadne fryzury, mocny makijaż i krzykliwe ubrania mogą zaszkodzić jej karierze. Ludzie z branży przekonywali ją, że jeśli chce być traktowana poważnie jako songwriterka i artystka, powinna złagodzić swój wizerunek. Nie zrobiła tego. Wymyśliła coś znacznie ciekawszego i nieoczywistego – przejęła kontrolę nad tym, z czego inni się śmiali. Blond włosy stały się jeszcze większe. Obcasy wyższe, a jej kreacje miały coraz więcej cekinów. Sylwetka przybierała zarys klepsydry, kolory stawały się intensywniejsze, a sceniczne stroje na tyle krzykliwe, że nie pozwalały jej zniknąć w tłumie innych wykonawców.

Parton jednocześnie wykorzystywała i przewrotnie odwracała stereotypy dotyczące kobiecości oraz świata country. Jej przesadzony wizerunek był na tyle charakterystyczny, że z czasem stał się niemal równie rozpoznawalny jak jej muzyka. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ludzie nie tylko jej słuchają, ale także na nią patrzą.

Dolly nie podążała za trendami. Robiła dokładnie odwrotnie

Steve Summers, jej wieloletni stylista i dyrektor kreatywny, pracował z nią przez ponad trzy dekady. W rozmowie z „Vogue” zdradził, że wizerunek Dolly podlegał znacznie bardziej precyzyjnym zasadom, niż mogłoby się wydawać. – Ona w ogóle nie podąża za trendami w modzie – mówił.

Według Summersa jej styl przez lata niewiele się zmienił. Najczęściej wybierali stroje podkreślające talię, budujące sylwetkę klepsydry i utrzymane w jednym dominującym kolorze. Parton była bardzo drobna, dlatego – jak tłumaczył stylista – zbyt wiele konstrukcyjnych elementów mogło ją przytłoczyć.

Ubrania Dolly wyglądały na szalone, ale ich konstrukcja często była stosunkowo prosta

Jak to zwykle bywa, diabeł tkwił w szczegółach. Cały spektakl rozgrywał się w aplikacjach, fakturach, kryształkach, kolorze, biżuterii, włosach i oczywiście butach. Summers zdradził kiedyś, że Parton nosiła obcasy mierzące około 140 mm, wykonywane specjalnie dla niej na indywidualnie przygotowanych kopytach, tak by mimo imponującej wysokości były możliwie wygodne.

„Więcej znaczy więcej”

W 2005 roku Dolly wystąpiła z Eltonem Johnem podczas gali Country Music Association Awards. Miała na sobie spodnie z rozszerzanymi nogawkami pokryte haftami. Ta stylizacja miała być ukłonem w stronę scenicznego wizerunku Eltona.

Wspominała ją później z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru. – Więcej znaczy więcej – przekonywała, dodając, że osoba, która wymyśliła zasadę „less is more”, zdecydowanie nie miała racji.

To zdanie właściwie mogłoby być idealnym podsumowaniem całego jej stylu.

Nawet wielkie ramiona lat 80. musiały być „po Dolly’owemu”

Parton nie była jednak całkowicie odcięta od tego, co działo się w modzie. Raczej przepuszczała trendy przez własny filtr. W 1987 roku wystąpiła z Oprah Winfrey w swoim programie telewizyjnym. Obie miały na sobie złote, błyszczące kreacje.

Projektant Tony Chase przygotowywał wówczas kostiumy do programu Dolly i – zgodnie z obowiązującą modą – proponował jej mocno zarysowane, duże ramiona.

Parton nie była jednak do tego przekonana. Żartowała potem, że prosiła projektanta, aby trochę je zmniejszył, by nie było w niej „nic wielkiego poza ustami i biustem”. Ta anegdota doskonale pokazuje różnicę między noszeniem trendu a posiadaniem własnego stylu, który Parton niewątpliwie miała. Dolly mogła włożyć modne ramiona, ale najpierw musiały stać się „bardziej Dolly”.

Glastonbury 2014. Kryształki, biel i strój zaprojektowany do pracy

Jedna z jej najbardziej pamiętnych późnych stylizacji powstała na występ podczas festiwalu Glastonbury w 2014 roku. Parton wystąpiła w białym, mocno zdobionym zestawie projektu Steve’a Summersa. Zamiast efektownej sukni dostała spodnie z półprzezroczystymi elementami. Tym razem powód był bardzo praktyczny.

Dolly grała na instrumentach, siadała, wstawała i poruszała się po scenie. Potrzebowała więc stroju, który da jej swobodę spodni, ale na scenie będzie wyglądał równie spektakularnie jak suknia. Parton sama później mówiła, że właśnie to udało się Summersowi osiągnąć.

Większość strojów Parton, choć często uznawano je za kiczowate i sztywne, projektowano tak, by nie krępowały ruchów i zapewniały jej swobodę na scenie. Pod warstwą kryształków i cekinów kryła się bowiem niezwykle funkcjonalna garderoba sceniczna.

300 strojów rocznie i każdy inny

Skala modowego świata Parton była imponująca. Summers opowiadał, że jego zespół przygotowywał dla niej około 300 spersonalizowanych strojów rocznie. W okresach intensywnych występów Dolly potrzebowała nawet dziesięciu stylizacji jednego dnia.

Nawet kiedy kupowano coś gotowego, rzadko pozostawało w pierwotnej formie. – Jeśli zakłada sukienkę „z wieszaka”, po założeniu nie wygląda już tak samo. – tłumaczył Summers. Wszystko podlegało „dollyfikacji”.

Niemal wszystkie jej stroje zachowywano. Jej garderoba została skrupulatnie zarchiwizowana – stroje fotografowano i katalogowano według koloru, rodzaju oraz okazji. Według Summersa archiwum obejmuje większość ubrań artystki od 1964 roku.

Wierna swojemu stylowi

Kiedy ogląda się dzisiaj zdjęcia Dolly Parton z lat 60., 70., 80., 90. i XXI wieku zauważa się jedną rzecz. Zmienia się epoka, nie zmienia się Dolly.

Oczywiście fryzury, fasony czy sposób wykonania strojów ewoluowały, ale podstawowy kod pozostawał ten sam – jasne włosy, mocno zaznaczona sylwetka, wysokie obcasy, kolor, blask i absolutny brak zainteresowania dyskrecją.

Summers podsumował to bardzo prosto: Parton przez całą karierę dokładnie wiedziała, co lubi i w czym czuje się sobą.

Ona sama zresztą mówiła podobnie. – Nigdy nie obchodziło mnie, co robią inni ani co mówią o tym, co noszę – wspominała w rozmowie z „Vogue”. Ważniejsze było dla niej, żeby dobrze czuć się we własnych ubraniach i we własnej skórze.

Chloe Mac Donnell, zastępczyni redaktorki działu mody i lifestyle’u „The Guardian”, zauważa, że styl Dolly nigdy nie był kostiumem. Był po prostu jej własnym, konsekwentnym sposobem poruszania się po świecie.

Świecie, który zapamięta ją nie tylko jako gwiazdę muzyki country, ale także jako ikonę mody jej własnego stylu.

@annielenoramusic

A voice like that and a heart just as beautiful 🤍 Dolly is truly one of a kind!! #dollyparton #vintagemusic #vintagecountry #classiccountry

♬ Do I Ever Cross Your Mind – Chet Atkins & Dolly Parton

Źródło: Vogue, The Guardian, The Washington Post, People

Zobacz także:


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany