Pierwsza randka przez lata miała dość przewidywalny scenariusz. Umawiamy się w kawiarni albo barze, siadamy naprzeciwko siebie i przez kolejne dwie godziny próbujemy ustalić, czy między nami jest „chemia”. Pomaga wino, które rozluźnia atmosferę, ale czasem również sprawia, że pod koniec wieczoru ktoś wydaje nam się znacznie bardziej interesujący niż następnego ranka.
Teraz ten schemat zaczyna się zmieniać. Vogue zwrócił niedawno uwagę na rosnącą popularność tzw. wellness dates, czyli randek, podczas których zamiast siedzieć przy drinku, robimy coś wspólnie. Może to być joga, medytacja, sound bath, spacer, trening czy inna aktywność związana z szeroko rozumianym wellbeingiem.
I choć pomysł pierwszej randki w legginsach i bez makijażu dla części osób może brzmieć jak dodatkowy poziom stresu, stoi za nim całkiem interesująca zmiana w podejściu do poznawania partnerów.
Pierwsza randka już nie musi odbywać się przy drinku
Wellness dating nie pojawił się w próżni. W 2026 roku coraz wyraźniej widać zmęczenie światem, w którym poznawanie ludzi zaczyna się od przesuwania palcem po ekranie, a później często kończy kolejnym niemal identycznym spotkaniem przy stoliku.
Vogue wiąże popularność wellness dates właśnie ze zmęczeniem aplikacjami randkowymi i potrzebą bardziej autentycznych kontaktów. Zamiast kolejnego wieczoru spędzonego na wymienianiu informacji o pracy, podróżach i poprzednich związkach mamy wspólne doświadczenie, podczas którego rozmowa toczy się niejako przy okazji.
Nie musi to zresztą oznaczać wspólnego biegania o siódmej rano. W wersji opisywanej przez Vogue randką może być chociażby joga dla dwojga, medytacja czy kąpiel w dźwiękach. Vogue Adria zauważa, że nowy trend zmienia samą definicję pierwszego spotkania – coraz mniej chodzi o stworzenie perfekcyjnych warunków do zaprezentowania swojej najlepszej wersji, a bardziej o zobaczenie drugiego człowieka w naturalnej sytuacji.
Można pójść jeszcze szerzej. Spacer po lesie, wycieczka rowerowa, wspólne gotowanie, ścianka wspinaczkowa, padel czy wizyta na targu śniadaniowym nie są wellness w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale opierają się na tej samej zasadzie: zamiast siedzieć naprzeciwko siebie, robimy coś razem.
Na takiej randce trudniej udawać
To największa zaleta nowego trendu. Przy restauracyjnym stoliku łatwo wejść w tryb autoprezentacji. Mamy przygotowane historie, wiemy, o czym opowiadać, znamy pytania, które wypada zadać. Pierwsza randka może więc przypominać prezentację dwóch starannie przygotowanych wersji siebie.
Wspólna aktywność trochę ten scenariusz burzy. Podczas zajęć jogi szybko zobaczymy, czy druga osoba potrafi śmiać się z własnej niezręczności, czy przeciwnie – każdą pozycję traktuje jak eliminacje olimpijskie. Podczas spaceru można sprawdzić, czy potrafimy komfortowo pomilczeć. Przy wspólnym gotowaniu okazuje się, jak ktoś reaguje, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem.
Oczywiście żadna z tych sytuacji nie jest testem osobowości i nie pozwala po godzinie ocenić, czy właśnie spotkałyśmy miłość życia. Daje jednak więcej okazji do spontanicznych zachowań niż klasyczne siedzenie przy stoliku.
Wellness dating zwraca uwagę właśnie na ten aspekt. Wspólne doświadczenie może pokazać, jak ktoś zachowuje się w swoim ciele, reaguje na niezręczność i podchodzi do sytuacji, w której nie wszystko można wcześniej zaplanować.
Nie chodzi tylko o brak alkoholu
Wellness dates wpisują się również w szerszą zmianę dotyczącą roli alkoholu w randkowaniu. Przez lata drink był niemal domyślnym elementem pierwszego spotkania. Miał rozluźniać, zmniejszać skrępowanie i pomagać przełamać pierwsze lody.
Tyle że coraz więcej osób zaczyna świadomie z niego rezygnować. Zjawisko doczekało się nawet własnej nazwy – dry dating, czyli randkowanie na trzeźwo.
Nie musi to oznaczać całkowitej abstynencji. Chodzi raczej o decyzję, żeby podczas poznawania nowej osoby nie potrzebować alkoholu do zmniejszenia napięcia. W praktyce ma to jeszcze jedną zaletę – jeśli randka jest świetna, wiemy, że rzeczywiście dobrze się bawiłyśmy. Jeśli natomiast rozmowa kompletnie się nie klei, trudniej przypisać nagłą „chemię” drugiemu kieliszkowi sauvignon blanc.
Psychologia od dawna wie, że sposób rozmowy ma znaczenie
Sama joga nie sprawi oczywiście, że dwoje niedopasowanych ludzi nagle stworzy świetną parę. Interesujące jest jednak to, co podczas takiego spotkania dzieje się między nimi.
Badania nad tworzeniem bliskości od dawna pokazują znaczenie wzajemnego ujawniania informacji o sobie. Meta-analiza opublikowana w „Psychological Bulletin” wykazała związek między self-disclosure, czyli otwieraniem się przed drugą osobą, a sympatią i budowaniem relacji.
Jeszcze ciekawsze są badania nad pierwszymi spotkaniami. W eksperymencie opublikowanym w „Journal of Experimental Social Psychology” osoby, które podczas rozmowy na zmianę zadawały sobie pytania i odpowiadały na nie, deklarowały większą sympatię, bliskość, podobieństwo i przyjemność ze spotkania niż uczestnicy, u których rozmowa była mniej wzajemna.
To nie jest bezpośredni dowód na wyższość randki na spacerze nad randką w restauracji. Pokazuje jednak coś istotnego, że poznawanie drugiej osoby nie polega tylko na zgromadzeniu jak największej liczby informacji na jej temat. Ważna jest wzajemność i sposób, w jaki rozmowa się rozwija.
Aktywność może stworzyć dla takiej rozmowy bardziej naturalne warunki. Nie musimy przez dwie godziny patrzeć sobie w oczy i gorączkowo szukać kolejnego pytania. Coś dzieje się wokół nas, więc pojawiają się spontaniczne tematy, żarty i reakcje.
Chemii nie da się jednak sprawdzić podczas jednego treningu
W całej modzie na wellness dating jest też pewna pułapka. Obietnica, że dzięki odpowiednio wybranej pierwszej randce można „szybko sprawdzić kompatybilność”, idealnie pasuje do współczesnej kultury randkowania, w której chcielibyśmy jak najwcześniej wiedzieć, czy warto inwestować czas w drugiego człowieka.
Tymczasem nie każda cecha ujawnia się podczas pierwszego spotkania. Ktoś może być zestresowany, nieśmiały albo zwyczajnie fatalny w jodze. Nie oznacza to jeszcze, że będzie złym partnerem.
Podobnie z pierwszą chemią. Intensywne przyciąganie może pojawić się natychmiast, ale spokojniejsza relacja czasem potrzebuje kilku spotkań, żeby w ogóle dostać szansę.
Dlatego wellness date warto potraktować nie jako kolejny test do zaliczenia przez potencjalnego partnera, lecz jako alternatywę dla randkowej rutyny.
Być może właśnie tego potrzebują zmęczeni randkowaniem single
Popularność wellness dates mówi o współczesnym randkowaniu coś jeszcze. Po latach aplikacji, perfekcyjnych zdjęć profilowych i niekończących się rozmów na czacie coraz bardziej zaczynamy tęsknić za prawdziwym doświadczeniem z drugim człowiekiem.
Podobny kierunek widać zresztą poza światem randek. Vogue, opisując największe trendy wellness na 2026 rok, wskazywał rosnącą potrzebę miejsc i doświadczeń pozwalających oderwać się od cyfrowego szumu i spotkać innych ludzi w realnym świecie.
Źródło: vouge.com, Journal of Experimental Social Psychology, PubMed
Zobacz także:
- Kobiety nie chcą już księcia z bajki. Teraz szukają Shreka
- Mam wrażenie, że nic dobrego już mnie nie spotka. Kobiety coraz częściej mówią o zmęczeniu spełnionym życiem
- Traumy, które pozostawili nam w spadku rodzice. Ile łatwiej byłoby bez nich żyć





