Prawo przyciągania – jak działa i jak zacząć z niego korzystać?

Niektórzy są przekonani, że dzięki niemu przyciągnęli miłość, pieniądze albo wymarzoną pracę. Popularność manifestacji sprawiła, że znów zaczęliśmy pytać, czy prawo przyciągania działa.

Prawo przyciągania nie jest nowym wynalazkiem internetu, choć TikTok, Instagram i popularność manifestacji zdecydowanie dały mu drugie życie. Dziś wystarczy wpisać hasło „manifestacja”, żeby znaleźć tysiące filmów o afirmacjach, vision boards, metodzie 3-6-9, zapisywaniu intencji czy zachowywaniu się tak, jakby upragniona przyszłość już stała się rzeczywistością.

Wszystkie te praktyki wyrastają z podobnego przekonania – to, na czym koncentrujemy uwagę, ma pojawiać się w naszym życiu częściej. Zwolennicy prawa przyciągania idą o krok dalej i twierdzą, że nasze myśli i emocje mogą przyciągać odpowiadające im doświadczenia.

Brzmi kusząco, szczególnie gdy znajdujemy się w momencie życia, w którym bardzo chcemy coś zmienić. Warto jednak oddzielić duchową interpretację prawa przyciągania od mechanizmów, które rzeczywiście opisuje psychologia.

Co to jest prawo przyciągania?

Najprościej mówiąc, prawo przyciągania to przekonanie, zgodnie z którym nasze myśli, emocje i nastawienie mają wpływać na to, jakie doświadczenia przyciągamy do swojego życia. Często sprowadza się je do hasła „podobne przyciąga podobne”. Jeśli koncentrujemy się na możliwościach, miłości czy poczuciu obfitości, mamy przyciągać więcej podobnych doświadczeń. Jeżeli natomiast stale skupiamy się na braku, lęku i przekonaniu, że nic nam się nie uda, według tej koncepcji wzmacniamy właśnie taką rzeczywistość.

Stąd bierze się popularność afirmacji oraz manifestowania celów w taki sposób, jakby już zostały osiągnięte. Osoba marząca o zmianie pracy może więc szczegółowo wyobrażać sobie swoje przyszłe miejsce zatrudnienia, a ktoś pragnący związku – zapisywać, jak chce czuć się przy przyszłym partnerze.

W najbardziej duchowych interpretacjach mówi się przy tym o wysyłaniu odpowiedniej energii czy „wibracji” do wszechświata. I właśnie w tym miejscu pojawia się ważne zastrzeżenie – prawo przyciągania nie jest prawem naukowym. Nie istnieją wiarygodne dowody pokazujące, że sama myśl może sprawić, iż wszechświat dostarczy nam określonego człowieka, sumę pieniędzy czy wymarzoną pracę.

Nie oznacza to jednak, że wszystko, co wiąże się z manifestowaniem, jest pozbawione sensu. Część efektów przypisywanych prawu przyciągania można wyjaśnić znacznie bardziej przyziemnymi mechanizmami psychologicznymi.

Jak działa prawo przyciągania?

Dobrym przykładem jest sytuacja, którą prawdopodobnie większość z nas zna. Zaczynasz zastanawiać się nad kupnem konkretnego modelu samochodu i nagle widzisz go wszędzie. Pojawia się przed tobą na światłach, stoi na parkingu pod supermarketem, następnego dnia przejeżdża obok ciebie kolejny.

Samochodów prawdopodobnie wcale nie przybyło. To twoja uwaga zaczęła wyłapywać coś, co wcześniej nie miało dla ciebie większego znaczenia.

Podobnie może być z manifestowaniem. Kiedy dokładnie określamy cel, zaczynamy łatwiej zauważać związane z nim informacje i możliwości. Ogólne „chciałabym kiedyś zmienić pracę” może przez miesiące pozostawać tylko myślą. Jeśli jednak usiądziemy i dokładnie określimy, czego szukamy – na przykład pracy związanej z pisaniem, dającej większą samodzielność, możliwość pracy zdalnej i konkretne wynagrodzenie łatwiej będzie nam rozpoznać ofertę, która odpowiada tym kryteriom.

Kiedy taka oferta rzeczywiście pojawi się na naszej drodze, możemy uznać ją za efekt prawa przyciągania. Psychologia powiedziałaby raczej, że jasno określony cel zmienił sposób, w jaki kierujemy uwagę i podejmujemy decyzje.

Nie odbiera to jednak tej praktyce całej wartości. Jeśli zaczynamy wierzyć, że osiągnięcie konkretnego celu jest możliwe, częściej podejmujemy działania, które mogą nas do niego zbliżyć. Łatwiej zauważamy okazje, mamy więcej odwagi, żeby z nich skorzystać, i nie rezygnujemy tak szybko po pierwszym niepowodzeniu. Nie oznacza to, że myśl sama zmienia rzeczywistość. Może jednak wpływać na nasze zachowanie, a ono – już całkiem realnie – na to, co wydarzy się później.

Czy prawo przyciągania naprawdę działa?

Wiele zależy od tego, co rozumiemy przez słowo „działa”. Jeśli zakładamy, że wystarczy codziennie wyobrażać sobie milion złotych, żeby pieniądze w niewytłumaczalny sposób pojawiły się na naszym koncie, nauka nie daje podstaw do takiego przekonania. Berkeley Well-Being Institute, analizując popularną koncepcję prawa przyciągania, zwraca uwagę, że nie ma naukowych dowodów potwierdzających, iż pozytywne myśli same przyciągają pozytywne wydarzenia.

Inaczej wygląda sytuacja, jeśli potraktujemy manifestowanie jako sposób pracy z własnymi celami, przekonaniami i uwagą.

W psychologii istnieje m.in. pojęcie poczucia własnej skuteczności (self-efficacy). W dużym uproszczeniu chodzi o przekonanie, że jesteśmy zdolni wykonać działania potrzebne do osiągnięcia określonego rezultatu. Takie przekonanie może mieć znaczenie dla naszej motywacji, wytrwałości i gotowości do działania.

Dlatego osoba, która zaczyna regularnie wyobrażać sobie siebie w nowej roli zawodowej, nie „wyczarowuje” stanowiska. Może jednak stopniowo oswajać się z myślą, że zmiana jest możliwa, zacząć szukać ofert, poprawić CV, odezwać się do kogoś z branży czy w końcu pójść na rozmowę, której wcześniej by się bała.

Z zewnątrz rezultat może wyglądać jak spełniona manifestacja. Droga prowadząca do niego była jednak zbudowana z bardzo realnych decyzji.

Manifestacja a prawo przyciągania. Czy to jest to samo?

Prawo przyciągania i manifestacja często używane są zamiennie, ale nie muszą oznaczać dokładnie tego samego.

Prawo przyciągania jest przede wszystkim przekonaniem, że kierując uwagę i energię na określone rzeczy, przyciągamy je do swojego życia. Manifestacja jest natomiast praktyką – może polegać na wizualizacji, zapisywaniu celów, tworzeniu tablicy marzeń czy korzystaniu z afirmacji.

Można więc manifestować, nie wierząc dosłownie, że wszechświat odpowiada na nasze myśli.

Vision board może wisieć nad biurkiem nie po to, żeby wysłać w świat odpowiednią „wibrację”, ale żeby każdego dnia przypominać nam o kierunku, który wybrałyśmy. Prowadzenie dziennika manifestacji może pomóc uporządkować pragnienia, a wizualizacja ważnego wystąpienia czy rozmowy o pracę może być sposobem na oswojenie sytuacji, która budzi stres. To właśnie w takim podejściu duchowa praktyka zaczyna spotykać się z czymś bardzo konkretnym – świadomym określaniem celu.

Jak zacząć stosować prawo przyciągania?

Nie trzeba kupować kryształów ani wykonywać skomplikowanych rytuałów. Znacznie ważniejsze jest zastanowienie się nad tym, czego właściwie pragniemy.

„Chcę być szczęśliwa” brzmi dobrze, ale niewiele z tego wynika. Warto zadać sobie kolejne pytanie: co musiałoby zmienić się w moim życiu, żebym rzeczywiście poczuła się szczęśliwsza? Być może chodzi o zmianę pracy, większe poczucie bezpieczeństwa finansowego, spokojniejszą codzienność albo relację, w której nie trzeba nieustannie zastanawiać się nad intencjami drugiej osoby.

Kiedy cel staje się konkretny, można go zapisać i spróbować wyobrazić sobie nie tylko spektakularny finał, ale przede wszystkim codzienność po jego osiągnięciu. Jak wygląda zwykły dzień w życiu, którego pragniesz? Co robisz inaczej? Jakie decyzje podejmujesz?

Następnie warto skonfrontować tę wizję z teraźniejszością i znaleźć choć jeden krok, który można wykonać teraz. W przypadku zmiany pracy może nim być aktualizacja CV, przy finansach – analiza budżetu lub poszukanie dodatkowego źródła dochodu, a przy potrzebie nowej relacji – stworzenie w swoim życiu przestrzeni na poznawanie ludzi. Manifestowanie nie musi więc oznaczać biernego czekania na znak. Może być początkiem działania.

Prawo przyciągania pieniędzy. Czy można manifestować bogactwo?

Pieniądze są jednym z najpopularniejszych tematów związanych z prawem przyciągania. W internecie znajdziemy niezliczone afirmacje dotyczące finansowej obfitości oraz historie osób przekonanych, że właśnie dzięki zmianie nastawienia zaczęły zarabiać więcej.

Samo powtarzanie zdania „pieniądze przychodzą do mnie z łatwością” nie zwiększy jednak stanu konta. Taka afirmacja może za to ujawnić przekonania, których wcześniej nie zauważałyśmy.

Jeżeli na myśl „zasługuję na dobre zarobki” natychmiast pojawia się wewnętrzna odpowiedź: „ale przecież nie jestem wystarczająco dobra”, „inni wiedzą więcej” albo „nie wypada prosić o takie pieniądze”, dostajemy całkiem interesującą informację o sobie.

W takim ujęciu prawo przyciągania pieniędzy może stać się punktem wyjścia do zastanowienia się nad własnym podejściem do finansów, ale nie zastąpi negocjowania wynagrodzenia, zdobywania kompetencji, planowania wydatków czy podejmowania zawodowych decyzji.

Warto też uważać na skrajną wersję filozofii manifestowania, zgodnie z którą osoba znajdująca się w trudnej sytuacji finansowej sama ją „przyciągnęła”. Takie myślenie pomija ogromną liczbę czynników, na które człowiek nie ma wpływu – od sytuacji ekonomicznej i miejsca urodzenia po przypadkowe wydarzenia życiowe.

Czy można przyciągnąć miłość?

Podobna zasada dotyczy relacji. Możemy zastanowić się, jakiej miłości pragniemy i jakie cechy powinien mieć związek, w którym będziemy czuły się dobrze. Nie możemy natomiast zagwarantować sobie uczuć konkretnego człowieka.

To dość istotna różnica, szczególnie że w mediach społecznościowych można znaleźć mnóstwo porad dotyczących „manifestowania konkretnej osoby”.

Zamiast skupiać całą uwagę na tym, żeby były partner wrócił albo ktoś, kto nie okazuje zainteresowania, nagle się w nas zakochał, bardziej użyteczne może być określenie cech relacji, której szukamy. Czy chcemy czuć się w niej bezpiecznie? Czy zależy nam na stabilności, bliskości, wspólnych planach?

Takie pytania mogą zmienić sposób, w jaki patrzymy na ludzi pojawiających się w naszym życiu. Czasami najważniejszym rezultatem nie będzie więc „przyciągnięcie” konkretnej osoby, lecz uświadomienie sobie, że próbujemy dostać właściwą relację od niewłaściwego człowieka.

Dlaczego prawo przyciągania nie działa?

To jedno z pytań, które często pojawia się po pierwszej fascynacji manifestowaniem. Ktoś przez tygodnie zapisuje afirmacje, wizualizuje cel i stara się myśleć pozytywnie, a upragniona zmiana nadal nie następuje.

Powodów może być wiele, ale najważniejszy jest bardzo prosty – myślenie o celu nie jest tym samym co działanie prowadzące do jego osiągnięcia.

Problemem może być również zbyt ogólna intencja albo przywiązanie się do jednego konkretnego scenariusza. Jeśli zakładamy, że wymarzona praca musi przyjść z jednej firmy, idealny partner musi być konkretną osobą, a sukces ma wydarzyć się w wyznaczonym przez nas terminie, możemy nie zauważyć innych możliwości.

Jest jednak jeszcze coś ważniejszego. Nie wszystko w naszym życiu możemy kontrolować. Na część zdarzeń mamy wpływ, na część tylko częściowy, a na inne nie mamy go wcale.

Dlatego jedno z najbardziej problematycznych zdań związanych z radykalnym podejściem do prawa przyciągania brzmi: „sama to przyciągnęłaś”. Choroba, strata, przemoc, wypadek czy trudna sytuacja ekonomiczna nie są dowodem na czyjeś „negatywne wibracje”. Prawo przyciągania może być osobistą praktyką duchową, ale nie powinno stawać się sposobem obwiniania ludzi za nieszczęścia, które ich spotykają.

Prawo przyciągania a fizyka kwantowa

To jeden z tych tematów, wokół których narosło wyjątkowo dużo mitów. Zwolennicy prawa przyciągania czasami powołują się na fizykę kwantową, twierdząc, że nauka udowodniła wpływ obserwatora na rzeczywistość, a tym samym – możliwość wpływania na świat za pomocą myśli.

Takie wnioski są jednak zbyt daleko idące. Zjawiska opisywane przez mechanikę kwantową nie dowodzą, że intensywne myślenie o pieniądzach, partnerze czy domu zwiększa prawdopodobieństwo ich pojawienia się w naszym życiu. Pojęcia zaczerpnięte z fizyki bywają używane w świecie manifestacji w znaczeniu bardzo odległym od tego, jakie mają w nauce.

McGill University zwracał uwagę na wykorzystywanie języka mechaniki kwantowej do nadawania naukowego charakteru twierdzeniom, których nauka w rzeczywistości nie potwierdza. Można traktować prawo przyciągania jako element duchowości czy osobisty rytuał. Nie trzeba jednak udowadniać go fizyką kwantową.

Prawo przyciągania a Biblia. Czy można pogodzić je z chrześcijaństwem?

W internecie regularnie pojawiają się fragmenty Pisma Świętego dotyczące wiary i modlitwy przedstawiane jako dowód na to, że podobna idea istniała już w Biblii.

„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”.
(Mt 7,7)

„Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie”.
(Mk 11,24)

„Wszystko, o co z wiarą prosić będziecie w modlitwie, otrzymacie”.
(Mt 21,22)

Między tymi koncepcjami istnieje jednak zasadnicza różnica. W chrześcijaństwie modlitwa jest skierowana do Boga, a człowiek nie ma gwarancji, że każda jego prośba zostanie spełniona zgodnie z jego oczekiwaniami. Klasyczne prawo przyciągania opiera się natomiast na założeniu, że odpowiednio ukierunkowane myśli, emocje czy energia przyciągają odpowiadające im doświadczenia.

Dlatego trudno mówić o prawie przyciągania jako zasadzie wynikającej wprost z Biblii. Można znaleźć podobieństwa w języku dotyczącym wiary, nadziei czy intencji, ale teologicznie są to różne idee. Niemniej, Jezus także głosił „Królestwo Boże jest w Was”

Skąd właściwie wzięło się prawo przyciągania?

Choć dziś kojarzymy je przede wszystkim z mediami społecznościowymi, przekonanie o szczególnej sile myśli jest znacznie starsze. Współczesna wersja prawa przyciągania wyrasta m.in. z nurtów New Thought rozwijających się w XIX wieku.

Ogromny wzrost popularności przyniósł jednak XXI wiek, a szczególnie wydany w 2006 roku „Sekret” Rhondy Byrne. Książka, a wcześniej film, spopularyzowały wizję prawa przyciągania wśród milionów ludzi na całym świecie. Berkeley Well-Being Institute również wskazuje „The Secret” jako jeden z najważniejszych elementów współczesnej popularności tej koncepcji.

Duży wpływ na dzisiejszą kulturę manifestowania miała również Esther Hicks, znana z nauk określanych jako Abraham-Hicks. To właśnie z tego nurtu rozpowszechniło się wiele pojęć dotyczących wibracji, emocjonalnego dostrajania się do pragnień czy przyciągania odpowiadających im doświadczeń.

Dziś prawo przyciągania funkcjonuje już daleko poza książkami z działu duchowości. Znalazło miejsce w podcastach, mediach społecznościowych, poradnikach rozwojowych, a nawet codziennym języku. Mówimy, że coś „zamanifestowałyśmy” często półżartem, kiedy wydarzenie, o którym długo myślałyśmy, rzeczywiście dochodzi do skutku.

Prawo przyciągania może działać inaczej, niż zakładamy

Być może właśnie dlatego spór o to, czy prawo przyciągania „istnieje”, nie jest najlepiej pytaniem, jakie możemy sobie zadać. Może lepiej: co dzieje się z nami, kiedy naprawdę zaczynamy zastanawiać się nad tym, czego chcemy?

Samo nazwanie pragnienia może sprawić, że zaczniemy dostrzegać możliwości, które wcześniej ignorowałyśmy. Wizualizacja może pomóc oswoić zmianę, a zapisanie celu – zamienić mgliste „kiedyś” w coś bardziej konkretnego. Jeżeli później dołożymy do tego działanie, rzeczywiście zwiększamy szansę, że nasze życie zacznie wyglądać inaczej.

Nie trzeba przy tym wybierać między całkowitym wyśmiewaniem manifestacji a przekonaniem, że wszechświat działa jak sklep internetowy realizujący każde złożone przez nas zamówienie. Można stworzyć vision board, zapisywać afirmacje czy traktować manifestowanie jako osobisty rytuał, a jednocześnie pamiętać, że nie mamy pełnej kontroli nad rzeczywistością.

Źródła: Psychology Today, Berkeley Well-Being Institute, McGill University, Office for Science and Society.

Zobacz także:


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany