Moja babcia zawsze wkładała kasztany do łóżka. Sprawdziłam, czy naprawdę mają jakąś „moc”

Jesienią zbierała je podczas spacerów, przynosiła do domu i część wkładała do łóżka. Jako dziecko przyjmowałam to bez większego zdziwienia. Kasztany miały „wyciągać” to, co złe, pomagać spokojniej spać i chronić przed chorobami. Po latach przypomniałam sobie o tym babcinym zwyczaju i zaczęłam się zastanawiać: skąd właściwie wzięło się przekonanie o niezwykłej mocy kasztanów?

Są takie rzeczy, których w dzieciństwie się nie kwestionuje. Babcia stawia na parapecie konkretną roślinę, bo „dobrze robi w domu”. Mama mówi, żeby nie siadać na zimnym. Ktoś wkłada do szafy lawendę, a ktoś inny jesienią przynosi z parku kieszenie pełne kasztanów. Dopiero jako dorosłe zaczynamy pytać właściwie dlaczego?

Kiedy więc zobaczyłam pierwsze tegoroczne kasztany, przypomniałam sobie o babci. Zebrałam kilka najładniejszych. Gładkich, błyszczących, jeszcze niemal idealnie brązowych. I zrobiłam dokładnie to, co ona robiła wiele lat temu – położyłam je przy łóżku.

Nie spodziewałam się cudów. Bardziej chciałam sprawdzić, czy za jednym z najbardziej znanych „babcinych sposobów” kryje się coś więcej niż rodzinny rytuał.

Kasztany pod łóżkiem. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł?

Przekonanie o szczególnej mocy kasztanów nie było wyłącznie pomysłem naszych babć. Od lat można spotkać się z zaleceniem, by kilka kasztanów trzymać pod łóżkiem, pod poduszką, na szafce nocnej albo nawet nosić w kieszeni.

Miały pochłaniać „złą energię”, chronić przed szkodliwym wpływem otoczenia, pomagać przy bólach głowy i stawów, a nawet poprawiać jakość snu. Według niektórych przekazów po pewnym czasie należało je wymienić na nowe, ponieważ miały „nasycać się” tym, co odebrały człowiekowi.

Brzmi znajomo? Bardzo możliwe, bo zwyczaj był na tyle popularny, że do dziś można znaleźć w domach osoby, które każdej jesieni zbierają kilka świeżych kasztanów właśnie z tego powodu. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy znaleźć naukowe potwierdzenie tych właściwości.

Czy kasztany naprawdę pochłaniają „złą energię”?

Tu odpowiedź jest znacznie mniej magiczna. Nie ma wiarygodnych dowodów naukowych na to, że położenie zwykłych kasztanów obok łóżka wpływa na sen, zmniejsza ból czy usuwa z otoczenia bliżej nieokreśloną „złą energię”.

Podobnie jest z przekonaniem, że kasztany mogą chronić nas przed promieniowaniem elektromagnetycznym. Sam fakt, że coś jest naturalne i od pokoleń przypisuje mu się określone właściwości, nie oznacza jeszcze, że takie działanie rzeczywiście istnieje.

Czy zatem nasze babcie całkowicie się myliły?

Kasztanowiec rzeczywiście ma „moc”. Tyle że zamkniętą nie w energii rozchodzącej się po sypialni, lecz w konkretnych substancjach chemicznych.

Nasiona kasztanowca zwyczajnego (Aesculus hippocastanum) zawierają m.in. escynę – mieszaninę saponin, której właściwości są dobrze znane farmacji.

Europejska Agencja Leków wskazuje, że odpowiednio przygotowane ekstrakty z nasion kasztanowca znajdują zastosowanie m.in. w preparatach stosowanych przy przewlekłej niewydolności żylnej. Chodzi o takie dolegliwości jak uczucie ciężkich nóg, obrzęki, ból czy świąd. Preparaty z kasztanowca można znaleźć także w środkach stosowanych na siniaki i miejscowe obrzęki.

To jednak zasadnicza różnica. Badane są odpowiednio przygotowane i standaryzowane wyciągi z nasion kasztanowca, a nie kilka brązowych kasztanów leżących na nocnej szafce.

Co więcej, surowych kasztanów nie należy traktować jak domowego leku ani ich jeść. To, że z danej rośliny pozyskuje się substancję wykorzystywaną w farmacji, nie oznacza, że można bezpiecznie stosować ją samodzielnie w dowolnej postaci.

Położyłam kasztany przy łóżku. Co się wydarzyło?

Nic spektakularnego. Nie obudziłam się z większą energią, nie poczułam nagle, że śpię głębiej, a wszystkie troski zostały w nocy „wyciągnięte” przez kilka brązowych kulek. I właściwie trudno byłoby oczekiwać innego rezultatu.

Ale wydarzyło się coś, czego wcześniej nie brałam pod uwagę. Za każdym razem, kiedy na nie patrzyłam, przypominała mi się babcia. Jej dom, jesień, spacery, podczas których zbierało się najpiękniejsze kasztany. Ten dziecięcy zachwyt, kiedy spod zielonej, kolczastej skorupki wypadał idealnie błyszczący kasztan. I absolutna pewność, że jeśli babcia mówi, że warto położyć go przy łóżku, to zapewne wie, co robi. Może właśnie tutaj kryje się ich prawdziwa „moc”.

Rytuały też potrafią nam coś dawać

Nie wszystko, co poprawia nasze samopoczucie, musi mieć działanie farmakologiczne. Czasem znaczenie ma sam rytuał. Wieczorne zapalenie świecy nie zmienia chemicznie naszego życia. Ulubiony kubek nie sprawia, że herbata ma więcej właściwości uspokajających. Zapach domu z dzieciństwa nie rozwiązuje problemów, z którymi przyszłyśmy do niego jako dorosłe kobiety.

A jednak to robimy. Wszystkie te rzeczy mogą uruchamiać wspomnienia, dawać poczucie bezpieczeństwa i na chwilę przenosić nas do świata, który dobrze znamy.

Jeśli więc tej jesieni zbierzesz kilka podczas spaceru i położysz je na nocnej szafce, prawdopodobnie nie oczyszczą mieszkania ze „złej energii”. Nie ma podstaw, by obiecywać, że wyleczą ból czy zapewnią osiem godzin idealnego snu. Ale mogą zrobić coś innego. Przypomnieć o jesieniach sprzed wielu lat. O babci, kieszeniach wypchanych kasztanami. O czasach, kiedy największym problemem było znalezienie takiego, który nie miał ani jednej rysy.

Ja chyba nie zamierzam swoich na razie wyrzucać. Nie dlatego, że wierzę, że nocą pochłaniają wszystko, co złe. Po prostu dobrze mi się na nie patrzy.

Źródło: European Medicines Agency, „Hippocastani semen – herbal medicinal product”; National Center for Complementary and Integrative Health, „Horse Chestnut”; Medycyna Praktyczna, „Escyna”.

Zdjęcie przygotowane przez redakcję ohmydaily.pl z użyciem narzędzi sztucznej inteligencji.


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany