Infekcje intymne – przyczyny. Jak zapobiegać i leczyć infekcje pochwy

Najważniejsze jest to, że infekcji intymnych nie wolno samemu leczyć. Przypadkowe preparaty albo zaleczają jedynie objawy albo wręcz je nasilają. Wtedy nawracające zakażenie jest o wiele trudniejsze do leczenia. Flora bakteryjna pochwy jest zaburzona.

Przyczyny intymnych infekcji

Zacznijmy od tego, że infekcje sromu i pochwy to jedna z najczęstszych przypadłości, która zmusza pacjentki do wizyty u ginekologa. Jej objawów doświadcza ok. 80 proc. kobiet, a nawrotowe infekcje dotyczą ok. 40 proc. z nich. Najczęściej dochodzi do infekcji bakteryjnych pod postacią tak zwanej waginozy bakteryjnej. Czynnikiem sprawczym są względne beztlenowce komensale, które mogą bytować w dolnym odcinku przewodu pokarmowego, ale w drogach moczowych czy rodnych już ich nie powinno być.

Przewlekły stan zapalny dróg rodnych może mieć poważne konsekwencje zdrowotne – przestrzega dr Krzysztof Kamiński z Katedry i Kliniki Położnictwa i Perinatologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Drugą przypadłością, co do częstości występowania, jest drożdżyca pochwy oraz infekcje bakteriami tlenowymi, czyli zapalenie pochwy spowodowane mieszaną florą bakteryjną. I najrzadziej występująca infekcja dróg rodnych to rzęsistkowica pochwy wywoływana przez pierwotniaki.

Skąd wiadomo, że mamy infekcję intymną? Objawy infekcji pochwy

Nie zawsze jest to takie oczywiste. Część z nich daje objawy kliniczne, na przykład drożdżyca, tlenowe bakteryjne zapalenie pochwy czy rzęsistkowica wywołują intensywny stan zapalny w błonie śluzowej pochwy i szyjki macicy. Objawia się to takimi dolegliwościami jak dyskomfort, pieczenie, świąd, zaczerwienienie, obrzęk i obfita wydzielina. Te objawy kobieta jest w stanie zaobserwować i podjąć jakieś działanie. 

Natomiast najczęściej spotykana waginoza bakteryjna, za którą odpowiada beztlenowa flora komensalna nie daje niemal żadnych dokuczliwych dla pacjentki objawów, poza zwiększoną wydzieliną z pochwy. Dzieje się tak dlatego, że w takiej infekcji nie dochodzi do stymulacji syntezy cytokin prozapalnych w drogach rodnych, a przez to nie ma objawów klinicznych zapalenia. Jedynym zauważalnym, niepokojącym kobietę objawem, może być nieprzyjemny zapach przy używaniu kosmetyków do higieny intymnej o zasadowym pH, na skutek uwalniania się putrescyn, specyficznych związków amonowych. I ten przykry, gnilny zapach, często skłania kobiety do wizyty u lekarza.

Czy infekcja bezobjawowa jest groźna?

Niestety tak – waginoza bakteryjna jeżeli nie jest odpowiednio zdiagnozowana i nie jest odpowiednio leczona może indukować dość poważne konsekwencje. Bywa powodem późniejszej niepłodności z powodu zapalenia ujść macicznych jajowodów i ich niedrożności (tzw. czynnik jajowodowy). U pacjentek ciężarnych zaś może mieć bardzo poważne konsekwencje w postaci albo poronienia, albo przedwczesnego porodu.

Skąd mamy wiedzieć, że jest infekcja, kiedy nie ma objawów?

Wszystkie towarzystwa naukowe (w tym CDC – Centers of Disease Control and Prevention – amerykańska agencja rządowa, która zajmuje się podawaniem standardów w diagnostyce i terapii chorób o charakterze zakaźnym czy przenoszonych drogą płciową) zalecają rutynowe, coroczne badanie ginekologiczne u każdej kobiety, zawierające zbadanie środowiska pochwy, co oznacza, że lekarz ma obowiązek badania pehametrycznego środowiska pochwy. Prawidłowe pH pochwy powinno mieścić się w przedziale 3,6-4,5. Wyższy wynik wymaga pogłębionej diagnostyki.

Niepokojące jest to, że pomimo standardów – a pamiętajmy, że od kilku lat mamy już ministerialne rozporządzenie dotyczące opieki medycznej nad kobietą w ciąży, również Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników wydało rekomendacje w tym temacie – wciąż zaledwie kilka procent lekarzy stosuje się do nich. A przecież już nawet karty przebiegu ciąży zawierają specjalną rubryczkę, do której przy każdej wizycie położniczej lekarz powinien wpisywać wynik pomiaru pH pochwy.

Skąd biorą się infekcje intymne? Jak dochodzi do zakażenia?

Część kobiet ma osobnicze predyspozycje do tego typu zakażeń. U niektórych wpływ na to mają pewne choroby ogólnoustrojowe, np. cukrzyca, w której dochodzi do przecukrzenia płynów ogólnoustrojowych, a glukoza, jak wiemy, jest bardzo dobrą pożywką dla drożdży i bakterii. Częściej takim infekcjom ulegają też pacjentki przyjmujące niektóre leki, np. obniżające odpowiedź immunologiczną, sterydy i leki cytostatyczne zażywane w reumatoidalnym zapaleniu stawów czy w chorobach autoimmunologicznych. Zniszczenie naturalnej flory bakteryjnej powoduje także antybiotykoterapia o szerokim spektrum działania, która nie jest odpowiednio zabezpieczona przyjmowaniem probiotyków. Wiemy też, że do grupy ryzyka należą także kobiety, które mają bardzo niski poziom witaminy D (poniżej 30 ng/ml). Oprócz czynników chorobowych czy farmakologicznych ryzyko infekcji stwarza także ciąża poprzez to, że w czasie jej trwania dochodzi do przestrojenia immunologicznego oraz do zmiany „gry” hormonalnej – w początkowej fazie ciąży jajniki produkują bardzo dużo progesteronu i w drugim, trzecim trymestrze ta zmiana fizjologicznej flory bakteryjnej ułatwia ekspansję bakteriom komensalnym lub ze środowiska.

I wreszcie – bardzo częstą przyczyną jest zmniejszenie ilości fizjologicznej flory bakteryjnej czyli pałeczek kwasu mlekowego poprzez nadmierną, niewłaściwą higienę, np. stosowanie irygacji, która wypłukuje fizjologiczne bakterie z pochwy.

A aktywność seksualna? Czy ma wpływ na występowanie infekcji intymnych?

Spośród czterech wymienionych etiologicznych typów infekcji jedynie rzęsistkowica została uznana za chorobę przenoszoną drogą płciową (dlatego w tym przypadku obowiązuje jednoczesne leczenie partnera). Pozostałe infekcje dróg rodnych nie zostały uznane za choroby przenoszone drogą płciową i choć aktywność seksualna czy liczba partnerów seksualnych może powodować zwiększenie częstości zakażeń, to zarówno drożdżyca pochwy jak i waginoza bakteryjna zdarzają się również u pacjentek, które nie są aktywne seksualnie.

Jak postępować, gdy mamy infekcję intymną?

Przede wszystkim nie leczyć się samemu. Coraz częściej jesteśmy poddawani agresywnej kampanii reklamowej dotyczącej środków do higieny intymnej i leków dostępnych bez recepty, jednak radziłbym ostrożnie stosować produkty reklamowane. Po pierwsze, stosowane bez nadzoru lekarskiego mogą zmienić pH pochwy i tym samym zmienić charakter wydzieliny, utrudniając lekarzowi rozpoznanie charakteru takiej infekcji. A po drugie, preparaty stosowane bez nadzoru lekarza bardzo często nie są skuteczne, bo nie mają charakteru bakteriostatycznego czy bakteriobójczego, przez co mogą powodować przewlekanie się infekcji. Pacjentka być może nawet odczuwa jakąś lokalną poprawę, ale proces zapalny trwa dalej. Tymczasem przewlekanie się tych infekcji mogą powodować poważne konsekwencje, np. zapalenie przydatków (ang. pelvic inflammatory disease, PID) i w późniejszym czasie dawać dużo groźniejsze powikłania. Dlatego każde dolegliwości dróg rodnych powinny być wyjaśniane, a najszybszą metodą jest rutynowe badanie ginekologiczne, podczas którego warto pokusić się o ocenę flory środowiska pochwy. Każde odchylenie pH od normy powinno być leczone.

Jak leczyć infekcje pochwy?

Nazywamy to terapią empiryczną, czyli zastosowanie preparatu najbardziej skutecznego bez ostatecznego rozpoznania mikrobiologicznego. W infekcjach dróg rodnych nie obowiązuje nas pobieranie posiewu celem badania mikrobiologicznego, o ile mamy jasną sytuację. Ale jeśli pacjentka stosowała wcześniej jakieś preparaty dopochwowe, które mogą zaburzyć pH pochwy lub które wpływają na wygląd wydzieliny, ocena stanu faktycznego może okazać się zbyt trudna. Wówczas posiłkujemy się badaniem flory bezpośredniego preparatu z wydzieliny z pochwy. To bardzo szybkie mikroskopowe badanie, które nie wymaga nadzwyczajnych środków. W dzisiejszych czasach każdy gabinet ginekologiczny powinien być wyposażony w mikroskop świetlny kontrastowo-fazowy, w którym z kropli bezpośredniego preparatu z wydzieliny z pochwy jesteśmy w stanie ocenić jaki problem dominuje w tej florze bakteryjnej. Oceniamy tzw. skalę czystości pochwy, na podstawie której wdrażamy leczenie przyczynowe. Posiew mikrobiologiczny z pochwy wykonujemy w zasadzie tylko wtedy, kiedy leczenie empiryczne jest nieskuteczne albo zakażenia dróg rodnych nawracają. Wówczas możemy podejrzewać, że flora bakteryjna czy grzybicza u tej pacjentki stała się oporna na zastosowane leczenie, co zdarza się niestety dość często. Oceniamy, że ok. 40-45% bakterii o charakterze Gardnerella vaginalis jest chemio- i antybiotykooporna. Atopobium vaginae, drugi z dominujących patogenów w waginozie bakteryjnej, jest skrajnie niewrażliwy na metronidazol, a w przypadku drożdżycy pochwy coraz częściej obserwujemy oporność na leki z grupy azoli stosowane jako standardowe leki pierwszego rzutu. Niektóre gatunki grzybów, tj. Candida glabrata czy krusei, są wręcz pierwotnie azolooporne. Ponadto, u niemal połowy pacjentek dochodzi do oporności indukowanej, co oznacza że flora patogenna w drugim epizodzie nawrotu zakażenia staje się oporna na antybiotyk czy chemioterapeutyk, który był zastosowany poprzednio. Ponieważ coraz częściej w czynnikach etiologicznych zakażeń pochwy dominują bakterie lub grzyby oporne na leki stosowane zgodnie ze standardem, dlatego mamy już naukowe podstawy, by sięgać po leki alternatywne, które mają szerokie spektrum działania i nie udokumentowano jak dotąd pierwotnej ani wtórnej lekooporności na nie. Coraz częściej wybieramy leki, które mają potwierdzone in vitro działanie pierwotnie destrukcyjne na biofilm bakteryjny czy grzybiczy. Biofilm – jest to związana z powierzchnią zorganizowana wspólnota komórek patogenów bakteryjnych, grzybiczych lub pierwotniakowych zamkniętych w wytworzonej przez siebie polimerycznej macierzy. Wiemy, że ponad 90 proc. schorzeń infekcyjnych przebiega z tworzeniem biofilmu na powierzchni błony śluzowej pochwy czy szyjki macicy, co powoduje dezintegrację nabłonka, tworzenie komórek przetrwałych a przez to jest trudne do leczenia. To oznacza, że dość łatwo zaleczyć taką infekcję, natomiast trudno ją skutecznie, beznawrotowo wyleczyć.

źródło: https://zdrowa-ona.pl/
autoryzacja: dr Krzysztof Kamiński z Katedry i Kliniki Położnictwa i Perinatologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany

Copyright 2021