W naszym związku nie ma już namiętności #herstory

„W naszym związku nie ma już namiętności”- te słowa powoli już zaczynają niknąć w mojej głowie, ale przez ostatnie pół roku budziłam się i zasypiałam mając to zdanie w pamięci.

Po prostu G. pewnego jesiennego dnia spakował walizki i wyprowadził się z domu. Na pożegnanie powiedział tylko to.

Był to dla mnie trudny okres, bo musiałam się zmierzyć nie tylko ze smutkiem, ale też kłopotami finansowymi. G. zniszczył to, co moim zdaniem, było trwałe i na zawsze, plany, które snułam na naszą wspólną przyszłość, okazały się tylko moimi marzeniami. A czułam się taką szczęściarą, że nie budzę się sama w łóżku, bo mam obok kogoś, kto poda kawę i jest przy mnie na dobre i na złe. Jakże się pomyliłam!

Gdy G. odszedł, runął cały mój świat. Mój podły nastrój potęgowała również pogoda. Zimno, wietrznie, szaro, nieprzyjemnie…. Siedziałam w domu na kanapie i analizowałam każdy jego gest, każde jego słowo, mimikę twarzy itp. Niczego jednak sensownego nie wymyśliłam.

Wciąż tylko pytałam siebie, dlaczego?

Najpierw do niego dzwoniłam, ale się nie odzywał, potem miałam nadzieję, że jednak to przemyśli, zrozumie i wróci, a ja przyjmę go z otwartymi ramionami. Nic takiego nie nastąpiło. Stres i przygnębienie zaczęło ciągnąć mnie w dół.

Przestałam się malować, nosiłam na zmianę dwie bluzki, przytyłam… Czułam się nic nie warta, brzydka, nieatrakcyjna…

Pewnego razu przez przypadek weszłam na jakieś forum i tak to się zaczęło. Poznałam tam dziewczyny, które miały podobny problem: zostały porzucone.

Kiedyś te słowa nie przeszłyby mi przez gardło. Teraz jestem w stanie to powiedzieć.

Zaopiekowały się mną i dały wsparcie. Zorganizowałyśmy spotkanie i w ich towarzystwie poczułam się lepiej, jakbym wróciła do dawnej siebie. Te chwile w kobiecym, przyjaznym mi gronie sprawiło, że wróciłam do domu pełna energii. Poczułam, że oprócz bliskich jeszcze komuś na mnie zależy. Od dziewczyn dostałam buty, by wejść w nowe życie.

Następnego dnia założyłam je i poszłam w trasę. Potem do codziennych spacerów dołączyłam dietę. Pierwsze rezultaty takiego stylu życia nie dały na siebie długo czekać. Wsparcie bliskich i dziewczyn bardzo dużo mi pomogło, lecz to ja sama musiałam o sobie zawalczyć. Przeszłość niestety, nie pozwalała mi uwierzyć, że mogę być jeszcze szczęśliwa, że najnormalniej w świecie: związek z mężczyzną może się udać. Może, jak najbardziej, ale żeby w to uwierzyć…. musiałam definitywnie zamknąć przeszłość, bo to, że związek z G. się nie udał, nie znaczy, że tak będzie zawsze.

Było, minęło…. TERAZ już będzie inaczej.

KONIEC i KROPKA.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany

Copyright 2021