Kim są analogówki? Kobiety, które mają dosyć cyfrowego świata

Coraz więcej kobiet ma dość ciągłego bycia online. Zamiast kolejnych aplikacji i powiadomień wybierają ciszę, papierowy notes i życie trochę wolniejsze – na własnych zasadach.

Dzięki technologii wszystko miało być prostsze. Obiecywała nam wygodę, oszczędność czasu i większą kontrolę nad codziennością. Aplikacje do planowania dnia, inteligentne zegarki, przypomnienia, notatki w telefonie zamiast kartek. Życie miało być uporządkowane, zsynchronizowane, bardziej ogarnięte.

Przez chwilę rzeczywiście takie było

Ale dziś coraz więcej kobiet zaczyna się z tego świata wycofywać. Nie w spektakularny sposób i bez wielkich deklaracji czy radykalnych zmian. Raczej po cichu. Odkładają telefon na bok. Kupują papierowy notes. Wracają do książek, które nie świecą i nie powiadamiają ciągle. Coraz częściej mówią, że to mi służy bardziej.

To właśnie one nazywane są dziś „analogówkami”.

To nie bunt przeciw technologii

Wbrew pozorom to nie jest historia o odrzuceniu nowoczesności. Analogówki nie uciekają do lasu, nie wyrzucają smartfonów i nie rezygnują z internetu. Wciąż pracują online, korzystają z komunikatorów, robią zakupy w sieci. Zmienia się jednak coś innego – relacja z technologią.

Coraz więcej kobiet zauważa, że to, co miało ułatwiać życie, zaczyna je w subtelny sposób obciążać. Cyfrowy świat nie kończy się po zamknięciu laptopa. Jest w cały czas obecny w kieszeni i na stoliku nocnym. Zawsze dostępny i gotowy, by coś pokazać, czymś zaciekawić albo przerwać pracę.

Pracujesz, a tu dostajesz powiadomienie z e-dziennika, powiadomienie z banku, czy sms o mega atrakcyjnej promocji w ulubionej drogerii. To totalnie wybija z rytmu i skupienia.

Cyfrowe wypalenie

Specjaliści coraz częściej mówią wprost, że nadmiar bodźców cyfrowych – powiadomień, wiadomości, informacji – działa jak cichy drenaż naszej energii. Nie wywołuje spektakularnego kryzysu, ale stopniowo obniża koncentrację, nastrój i zdolność do odpoczynku. Sprawia, że coraz mniej nam się chce i mamy mniej energii. Właśnie to zmęczenie – takie ciche, jakby rozlane, w każdym razie trudne do uchwycenia, staje się punktem zwrotnym.

„Byłam z nimi, ale jakby mnie nie było”

W wielu opowieściach kobiet powtarza się podobny schemat. Nie chodzi o jedną konkretną sytuację, tylko o uświadomienie, że coś się w życiu rozjechało, że niby ciałem jesteśmy tu, ale uwaga jest zdecydowanie gdzie indziej.

Jedna z kobiet opisała to bardzo prosto: „Mój telefon przenosił mnie z dala od życia, nawet kiedy byłam z bliskimi. Byłam z nimi, ale jakby mnie nie było. Syn coś do mnie mówił, przytakiwałam, ale w głowie miałam to, co na ekranie.”

Jakość obecności

Kojarzysz rozmowy z kimś przerywane sprawdzeniem powiadomień? Wspólne chwile, w których jedna ręka automatycznie sięga po telefon, gdy tylko rzeczywistość staje się zbyt nudna? Albo odpoczynek, który coraz częściej zamienia się w bezrefleksyjne scrollowanie.

Czy faktycznie chcemy, żeby nasze życie tak wyglądało?

Nowy luksus: brak powiadomień

Jeszcze kilka lat temu luksusem było bycie online. Obciachem natomiast było nie być ze wszystkim na bieżąco. Dziś coraz bardziej prestiżowa staje się możliwość wylogowania. Brak tych ciągłych powiadomień. Chwile, które nie są niczym przerywane.

„Odłączenie” nie jest dziś już ucieczką, ale podstawową formą dbania o siebie. Czymś na kształt higieny psychicznej. Analogowość wpisuje się w to bardzo naturalnie. Już nawet nie jako moda, a raczej jako odpowiedź na realną potrzebę.

Analogowe nawyki zamiast automatyzmu

To, co wyróżnia analogówki, to nie wielkie decyzje i deklaracje, tylko drobne codzienne zmiany. Zamiast sięgać po telefon – sięgają po coś innego. Notes, książkę, krzyżówkę, szkicownik czy mandale. Cokolwiek, co nie świeci i nie wciąga w nieskończony ciąg uzależniających bodźców.

W jednym z trendów opisanych w mediach pojawiło się nawet pojęcie „analog bag” – torby z rzeczami do robienia czegoś offline. Kobiety noszą w niej coś, co zastępuje telefon w momentach „nicnierobienia”.

Bo to właśnie te momenty są kluczowe. Taki cyfrowy detoks wcale nie jest prosty. Po latach życia w symbiozie, rozstanie się z „trzecią ręką” jaką stał się dla nas smartfon nie jest wcale prostym zadaniem.

To właśnie w chwilach słabości najczęściej sięgamy po ekran – nie z potrzeby, tylko z przyzwyczajenia. Jedna z kobiet, która zaczęła świadomie ograniczać korzystanie z telefonu, powiedziała wprost: „Nie da się żyć pełnią życia, będąc uzależnionym od telefonu. Można przez to przegapić naprawdę ważne momenty. Uświadom to sobie w końcu”.

Powrót do ciała, do uwagi, do siebie

Warto sobie przypomnieć , że analogowy świat działa inaczej. Kiedy piszesz ręcznie, nie robisz tego w pośpiechu. Czytasz książkę, jesteś w jednej historii, nie w dziesięciu jednocześnie. Kiedy patrzysz na zegarek, sprawdzasz tylko godzinę i nic więcej.

To różnice, które mają ogromny wpływ na to, jak funkcjonujemy. To, co w cyfrowym świecie łatwo tracimy, to na pewno skupienie, ale też coś jeszcze ważniejszego – kontakt ze sobą.

Coraz więcej kobiet mówi wprost, że największą zmianą nie jest to, ile czasu spędzają offline, ale jak się wtedy czują. Są spokojniejsze, mniej rozproszone, łagodniejsze.

To nie jest ucieczka w przeszłość

Analogowość nie oznacza tęsknoty za „dawnymi czasami”. To nie jest powrót do świata bez technologii, to raczej próba znalezienia w nim równowagi.

Eksperci podkreślają, że nie chodzi o całkowite odcięcie się, tylko o świadome korzystanie. O ograniczenie nadmiaru, wyznaczanie granic, odzyskanie kontroli nad tym, co nas rozprasza.

B o w końcu problemem nie jest sam telefon, tylko moment, w którym przestajemy zauważać, jak często po niego sięgamy.

Cichy trend, który rośnie

Analogówki nie tworzą ruchu, nie mają manifestu. Nie organizują się, a jednak jest ich coraz więcej.

Można je rozpoznać po drobiazgach. Po notesie zamiast aplikacji. Po książce w torebce. Po tym, że potrafią usiąść w ciszy i nic nie robić, bez potrzeby sięgania po ekran. A przynajmniej próbują to robić, bo to nie jest zmiana, która przychodzi od razu.

W świecie, który nieustannie przyspiesza, coraz więcej kobiet zaczyna wybierać coś zupełnie odwrotnego. Zatrzymanie i spokój.

Zobacz także:


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj swoje zdanie na ten temat

Twój mail nie zostanie nigdzie opublikowany